Zawsze jest z tym pewien problem gdy musimy znaleźć angielski odpowiednik polskiego terminu, który wynika z określonej klasyfikacji. Póki co Unia nie zrobiła z tym porządku (czy kiedykolwiek zrobi?). Proces budowlany obejmujący uzyskanie PnB wygląda np. zupełnie inaczej w Polsce niż w UK i w związku z tym wszystkie tłumaczenia są jedynie przybliżeniem.

Co zrobić z terminem podanym w tytule? Okazuje się, że materiał NRO odpowiada mniej więcej klasyfikacji A i B reakcji na ogień - czyli "no contribution to fire" i "very little contribution to fire". W tłumaczeniu technicznym, które aktualnie wykonuję (operat ppoż.) przyjąłem więc "materials with no or very limited contribution to fire"  ... dla świętego spokoju dodając w nawiasie (NRO rating).

Któż nie słyszał piosenki Jimmiego Hendriksa cross-town traffic. I któż nie wie co to jest ruch przelotowy? Wiadomo, po to budujemy obwodnice (by-pass, ring road) aby uniknąć tej uciążliwości powodującej oprócz zanieczyszczenia powietrza pochodzącego z ruchu drogowego (traffic-related air pollution (TRAP)) m.in. efekt rozdzielenia (severance effect). Dzisiaj połączyłem w słowniku oba te terminy, zostawiając jednak poprzednią propozycję tj. "through traffic", która według mojej wiedzy jest jak najbardziej poprawna.

Mieszkając na wsi przez wiele lat naigrywałem się z siłowni zewnętrznej zamontowanej z pieniędzy UE. Mówiłem: kto na wsi będzie korzystał z takiego sprzętu! Przecież tutaj każdy ma mnóstwo pracy fizycznej w ogrodzie, możliwość spacerów, jazdy na prawdziwym rowerze. Aż... przyszła kryska na matyska. Zacząłem biegać a jedyna trasa przechodzi koło tej właśnie siłowni zewnętrznej. No i siłą rzeczy zacząłem z niej korzystać. Sama siłownia to po angielsku outdoor gym a ćwiczenie na takiej siłowni to street workout. Znajdziemy tam mój ulubiony orbitrek czyli po angielsku cross trainer - uwielbiam takie terminy, gdzie angielski odpowiednik nijak się ma do polskiego. Jest tam jeszcze rower spinningowy czyli po angielsku bike trainer. I jest też rower. I to jest słowo angielskie! Po polsku wioślarz (treningowy).

Wpadło mi tłumaczenie, w którym roi się od terminologii korporacyjnej. 

Postanowiłem podzielić się odkryciami (tłumaczenie jest w kierunku pl-ang. więc nie odpowiadam za poprawność terminów polskich). Listę będę sukcesywnie uzupełniał:

handlowiec - sales clerk

fakturzysta - billing clerk

faktura eksportowa - commercial invoice for export

zrealizować zamówienie - deliver goods (and/or services)

Uzdatnienie to termin techniczny, który (jak wiele innych) "chodzi za mną" od lat. Trudno znaleźć idealny odpowiednik. Czasami może to być treatment, purification, itd. Uzdatniamy przecież np. wodę - stacja uzdatniania wody, piękny polski termin techniczny. W tym konkretnym przypadku natrafiłem na ten termin w kontekście dotyczącym recyklingu. Chodziło o przygotowanie stłuczki do dalszego wykorzystania. Wertując zasoby internetowe znalazłem całkiem niezły odpowiednik angielski: pre-processing. 

Tłumaczeniami technicznymi zajmuję się od prawie 30 lat a od dobrych kilku czekam, aż wreszcie ktoś się zorientuje. Zorientuje się, że tłumaczenie techniczne wykonane maszynowo nie nadaje się do niczego! I dzisiaj wreszcie, po tylu latach dostałem mejla od potencjalnego klienta o treści: "Szczerze mówiąc kierowaliśmy już to tłumaczenie do kilku firm, niestety efekty były dalece niezadowalające". Klient zapewne musiał za każdym razem zapłacić za wykonaną usługę .... wrzucenia tekstu do maszynki tłumaczeniowej. Powtarzam i będę powtarzał do śmierci, że tekstów technicznych, artykułów naukowych po prostu nie da się tłumaczyć maszynowo! Być może w tłumaczeniach umów tłumaczenie maszynowe zdaje egzamin. Może. W każdym razie jeśli chcecie Państwo otrzymać tłumaczenie o dobrej jakości to zapraszam do skorzystania z naszych usług. Proszę pisać lub dzwonić: 601 725 191, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Przyznam, że nieco w ostatnich latach zaniedbałem terminologię kolejową. Termin subballast chodził za mną od dawna. Z analizy rysunków w internecie wynikało, że jest to odpowiednik warstwy ochronnej. Ale jednocześnie mamy w podtorzu coś takiego jak blanket lub capping layer. W wyniku analizy dokumentacji technicznych doszedłem do wniosku, że subballast to (o dziwo!) górna warstwa ... podtorza. Czyli patrząc od góry mamy nawierzchnię kolejową z szynami, podkładami i podsypką, która oparta jest na podtorzu zaczynającym się od warstwy górnej podtorza - subballast. Pod warstwą górną podtorza mamy opcjonalną warstwę ochronną a niżej dolną warstwę podtorza i podłoże gruntowe. 

W tłumaczeniach technicznych oraz tłumaczeniach artykułów naukowych precyzja jest sprawą zasadniczą. Często tłumacz musi być bardziej precyzyjny od autora gdyż po zagłębieniu się w tekst oryginału okazuje się, że ten czy ów termin jest nieprecyzyjny. 

Jeśli chodzi o wahania dobowe, w ciągu doby to termin "over the day" czy "during the day" nie jest zbyt precyzyjny (bo czy obejmuje on również noc?). Daily z kolei oznacza z dnia na dzień. "varies hourly" wydaje się być optymalną opcją i to nawet niekoniecznie trzeba chyba dodawać, że w ciągu dnia a także nocy. 24 hours jest dość dobrą alternatywą ale nie w każdej sytuacji ładnie to wygląda i strony .uk też tego nie potwierdzają.

Niby jeden z prostszych terminów technicznych. Najczęściej proponowane tłumaczenie to "Operation and Maintenance Manual". Jak to zwykle bywa w przypadku tłumaczeń technicznych, by właściwie oddać dany termin należy przede wszystkim przeanalizować jego znaczenie. W tym przypadku należy sprawdzić co takiego zawiera DTR i czy odpowiada to zawartości tłumaczonego przez nas O&M manual. Dokumentacja techniczno-ruchowa, inaczej paszport maszyny zawierać powinna wszystkie elementy, powinien to być komplet dokumentacji przekazanej przez producenta. O&M manual to nie koniecznie komplet dokumentacji obejmujący wszystkie schematy, instrukcję montażu oraz oczywiście instrukcję obsługi dla użytkownika. Chciałbym zaproponować tłumaczenie "machine documentation" gdyż w ten sposób na pewno niczego nie pominiemy.

Tłumaczenie opisów architektonicznych to dość specyficzna, odrębna kategoria tłumaczeń technicznych. W wielu aspektach opisom architektonicznym bliżej jest do sztuk pięknych niż techniki. Czy zatem tłumacz techniczny powinien zajmować się tłumaczeniem opisów architektury? W moim słowniku staram się wpisywać każdy czysto architektoniczny termin, na który napotkam. Słownik nie zawiera jednak zbyt wielu terminów z zakresu architektury klasycznej, gdyż takie tłumaczenia stanowią raczej rzadkość.

Przechodząc do meritum - będę dzielił się tutaj z najnowszymi odkryciami ale szczególnie w przypadku opisów architektury proszę o wyjątkową czujność/ krytycyzm. Zacznijmy od lekkości. Nie chodzi oczywiście o wagę tylko lekkość optyczną. Każdy wie o co chodzi ale jak to powiedzieć po angielsku? Lightness w tym znaczeniu występuje bardzo rzadko. Trudno na tej podstawie wyrokować o prawidłowości bądź nieprawidłowości takiego tłumaczenia. 

Wertując zaosoby internetowe znalazłem dość ciekawe tłumaczenie terminu "lekkość", a mianowicie "subtle in design". Moim zdaniem jest to całkiem niezły odpowiednik, występuje często i oddaje sens lekkości nie prowadząc przy okazji do nieporozumień.

Termin tym razem dość długi ale jak najbardziej techniczny bo przecież statystyka to nieodłączny element współczesnych badań. Sam rozrzut statystyczny chodzi za mną od dawna. Mój słownik, który zawiera sporo terminów statystycznych, podaje cztery opcje: variability, variation, dispersion, scatter lub scattering. Trudno powiedzieć, który z nich jest najlepszy, dla potrzeb niniejszej analizy przyjmijny variability. Jak powiedzieć większy? Czasami najprostsze tłumaczenia są najlepsze, bigger wydaje się być dobrym rozwiązaniem. Podobnie jest ze słowem charakteryzować się. Wiadomo, że kalka w tym przypadku błędem (odradzam termin is characterised by).  If a data set is more spread out it has more variability. Czyli charakteryzować się większym rozrzutem to "be more spread out". Tak bym proponował.

Nie negując znaczenia ceny chciałbym gorąco zaapelować o korzystanie przy wyborze tłumacza technicznego nieco bardziej złożonego algorytmu. W mojej ocenie cenę należy powiązać w jakiś sposób z doświadczeniem w zawodzie. Niech to doświadczenie w zawodzie (liczone koniecznie liczbą lat a nie przetłumaczonych stron dokumentajcji!) będzie miało nawet niewielką w porównaniu do ceny wagę ale niech ma choćby niewielki wpływ na wybór oferty. Od jakiegoś czasu bywam na jednym z bardziej znanych forów internetowych dla tłumaczy, gdzie klienci zgłaszają zapotrzebowania na tłumaczenia. Jestem prawie pewien, że jedynym czynnikiem jest cena. Przeglądając ogłoszenia ani razu nie spotkałem się z prośbą "proszę o określenie doświadczenia w zawodze" lub proszę o podanie specjalizacji. Dla klienta liczy się wyłącznie język i cena. Gotów jest jeszcze zapłacić nieco więcej za język z grupy tzw. języków rzadkich ale już w przypadku tłumaczeń na i z j. angielskiego każdy chciałby mieć tłumaczenie za pół darmo. A tak się po prostu nie da. Jak będzie pół darmo to jakość będzie do śmieci. Naprawdę dobrym zabezpieczeniem przed wyrzuceniem pieniędzy w błoto jest spytanie tłumacza o doświadczenie. Tylko tyle.

Właściwie mógłbym zrobić osobną podstaronę z terminami pozwalającymi uniknąć nadmiernej ilości of-ów w tłumaczeniach technicznych. Póki co będę jednak wrzucał te terminy tutaj w miarą natykania się na nie w wykonywanych przeze mnie tłumaczeniach. Na pierwszy ogień weźmy "metodę wyznaczania ilości" - jak to zgrabnie napisać po angielsku? Proponuję method of quantification.

Rzadko. Protokół odbioru robót, itd. to będzie certificate, protokół badania to zdecydowanie test report. Z drugiej strony test protocol to dokument opisujący jak wykonać badanie czyli odpowiednik naszego terminu instrukcja badawcza. Protocol i protokół to typowi tzw fałszywi przyjaciele i w prawidłowo wykonanym tłumaczeniu technicznym raczej nie powinny występować jako odpowiedniki.

Jeszcze parę słów w temacie złej jakości tłumaczeń technicznych. Zacznijmy analizę sytuacji od momentu przekazania takiego tłumaczenia inwestorowi. Istnieją dwie możliwości: 1. inwestor odkłada tłumaczenie na półkę (bo de facto nie było mu do niczego potrzebne) i 2. zaczyna czytać, ma dość po przeczytaniu kilku linijek i ... również odkłada na półkę. Nie wyrzuca do śmieci, gdyż zbyt dużo za nie zapłacił. Przez wiele lat zła jakość była wynikiem braku wiedzy lub niedostatecznego przyłożenia się do pracy przez tłumacza. Obecnie coraz częściej zła jakość wynika z oszustwa polegającego na oddawaniu klientowi tłumaczenia wykonanego przez bardzo niedoskonałe maszyny tłumaczeniowe. 

Skutek jest jeden: wstyd i poruta. Pytanie do projektantów: czy stać Was na wystawienie na szwank swojej renomy przez zlecenie tłumaczenia cwaniakom? No i pytanie szersze do nas wszystkich: czy stać nas Polaków na bycie traktowanym jako kraj trzeciego świata? Bo czymże innym jest pierwsza myśl jaka przyjdzie do głowy inwestorowi po pobieżnym przeczytaniu spartaczonego tłumaczenia: "dobrze, że oni jakoś chociaż mówią po angielsku". Dlaczego nie możemy dorównać pod względem jakości tłumaczeń angielskich np. Niemcom. NB wpadły w moje ręce bardzo dobre tłumaczenia wykonane na angielski przez ....Rosjan. 

Co można zrobić by poprawić sytuację? Konieczny jest zbiorowy wysiłek. Pierwszy i konieczny warunek to zmiana nastawienia klientów szukających dobrego tłumacza. Cena nie może być jedynym kryterium! Jeśli będzie to nie dziwmy się, że za kilka lat 90% tłumaczeń będzie do niczego nieprzydatnym bełkotem wyplutym przez tzw. silnik tłumaczeniowy typu Google translate.

Istnieje wiele mitów, obiegowych opinii dotyczących pracy tłumacza. Brak stresu (bo nie ma szefa), możliwość swobodnego dysponowania czasem i całkiem niezłe zarobki - to tylko niektóre z nich. Jeśli chodzi o Biura Tłumaczeń to jednym z takich mitów jest renoma i związana z nią gwarancja jakości. W teorii rzeczywiście, może istnieć coś takiego jak lepsze (czy gorsze) biuro tłumaczeń ale w praktyce o wszystkim decyduje tłumacz, który dla takiego biura pracuje. Przypadki pracy na etat są relatywnie rzadkie i stąd w rzeczywistości w biurze tłumaczeń pracują freelancerzy. Rolą biura tłumaczeń powinno być pozyskiwanie zleceń przez reklamę (zaistnienie na rynku) i rozdział pracy między tłumaczy w taki sposób, by nie byli oni zmuszeni do obniżania jakości wykonywanych tłumaczeń przez pracę po nocach. Jak to wygląda w praktyce?

Podsumuję to w punktach.

1. Aby pozyskać zlecenie biuro musi zaproponować najniższą możliwą cenę. Oczywiście pomijam coraz rzadszą sytuację posiadania stałych klientów. Coraz częściej pracownicy mają obowiązek rozesłania tekstu do kilku biur tłumaczeń celem uzyskania kilku lub nawet kilkunastu ofert. Skutek? Biuro aby zarobić musi znaleźć odpowiednio taniego tłumacza ze swojej "stajni". Jest to z jednej strony szansa dla młodych tłumaczy, którzy przeważnie podchodzą do  pracy z większą beztroską od tłumaczy posiadających doświadczenie, którzy wolą wszystko dokładnie sprawdzić aby nie ryzykować renomy, na którą pracowali przez wiele lat.

2. Tłumaczenie zostało wykonane, tłumacz przesłał je do Biura Tłumaczeń. Co robi Biuro? Sprawdza? Bardzo rzadko. Kto niby miałby to robić? Tłumaczenie trafia do klienta. Jeśli jest to Polak tj. tłumaczenie było wykonywane na język polski o wpadkę stosunkowo łatwo bo ktoś może to przeczytać i odkryć fuszerkę. Jeśli jest to jednak tłumaczenie na język obcy np. angielski to ryzyko wpadki jest bardzo małe. Prędzej czy później tłumacz odkrywa, że równie dobrze może korzystać z google translate lub innego tzw. silnika tłumaczeniowego i nikt tego nie zauważy. Jeśli klient zauważy oszustwo (bo tak to trzeba nazwać) tłumacz i tak nie traci renomy bo między nim a klientem znajduje się właśnie Biuro Tłumaczeń, które w większości przypadków ewentualne reklamacje bierze na siebie. Klient może się np. dowiedzieć, że tłumaczenie było wykonane przy wykorzystaniu najnowocześniejszej technologii DeepL. Co to jest google translate wie już dzisiaj prawie każdy, deepL to już znacznie mniej znany silnik.

Co może zrobić klient, gdy stwierdzi niezadowalającą jakość tłumaczenia? Moim zdaniem niewiele. Tłumaczenie jest z natury swej niedoskonałe. Może co najwyżej poszukać na drugi raz nieco droższej opcji albo kontaktu bezpośrednio z tłumaczem-specjalistą z danej dziedziny techniki, prawa, finansów, medycyny, itd.

Ale jest jeszcze sprawa tłumaczenia maszynowego. Moim zdaniem, w przypadku stwierdzenia, że tłumaczenie zostało wrzucone w Google Translate, DeepL, itd. klient ma pełne prawo odmówić płatności. Biuro może użyć dość absurdalnego argumentu, że dzisiaj tłumaczenie maszynowe to standard. Wówczas klient może zrobić tylko jedno. Spytać, czy Biuro Tłumaczeń jest pewne jakości tłumaczenia i gotowe odpowiadać za ewentualne szkody. Jeśli tak, to prosimy o podpisanie dokumentu stwierdzającego zobowiązanie. Nie sądzę by było w Polsce (a może i na świecie) funkcjonowało biuro tłumaczeń, które podpisze taki dokument. Każdy rozsądny tłumacz wie, że tłumaczenie maszynowe nigdy nie zastąpi człowieka bo w tłumaczeniu, szczególnie tekstów technicznych rolę pierwszoplanową odgrywa wyboraźnia a tej maszyna nigdy posiadać nie będzie.

 

Angielskie tłumaczenie tego terminu jest akurat w tym przypadku kalką terminu polskiego (i vice-versa) - odprowadzić grawitacyjne czyli bez pompowania. Po angielsku: convey by gravity.

Tytuł artykułu to oczywiście drwina ale.... nie dokońca. Opiszę krótko moją niedawną przygodę. Otrzymałem zlecenie na tłumaczenie karty technicznej włoskiego produktu. Tematyka jak najbardziej budowlana więc zlecenie przyjąłem z przyjemnością jako fajny przerywnik między tłumaczeniami artykułów naukowych, które ostatnio stanowią grubo ponad 50% moich obrotów. Wszystko było dobrze do momentu, gdy zacząłem się wczytywać w treść dokumentu. Utknąłem na dobre przy sformułowaniu "fluctuating concrete". Nijak nie mogłem go ugryźć. Nie muszę chyba dodawać, że im dalej w las tym więcej drzew.

Już chciałem odmówić wykonania tłumacznia jako "mission impossible" gdy przyszło mi do głowy by to wrzucić w translatora, najbardziej dostępnego tj. google translate. I nagle tekst zaczął nabierać znaczenia. Maszyna poradziła sobie z tym lepiej ode mnie. Zasygnalizowałem temat klientowi a on na to jak na lato.

Moja teoria jest taka, że pierwotnie tekst był tłumaczony maszynowo z włoskiego na angielski. I w tym przypadku maszyny dogadują się między sobą całkiem dobrze. Jest li to przyszłość tłumaczeń? Kto wie. Jeśli maszyny będą wyposażone w coraz lepsze bazy terminologiczne to może za 50 lat będzie to całkiem realna opcja. Nas już nie będzie więc o co się martwimy? Ja martwię się o ten okres przejściowy. 

Znalazłem bardzo fajną definicję czym jest estakada instalacyjna. Otóż estakada instalacyjna "provides a way of organizing interconnecting pipes and cables between different areas/units of process plants." O dziwo prawidłowym terminem technicznym angielskim nie jest service bridge czy utility bridge a pipe bridge - choć nie ma tu słowa o przewodach (cables j.w.). 

Przyznam, że nie wiem czy jest odpowiednik idealny terminu punkt handlowo-usługowy (czyli sklep, fryzjer, pralnia, itd.). Na dzisiaj chciałbym zaproponować tłumaczenie: shops and other businesses. 

Kontakt

Biuro Tłumaczeń Przekładnia

tel. 601 725 191

tlumacz@slownik-budowlany.pl

Oferta

Oferujemy tłumaczenia techniczne, zarówno ustne jak i pisemne w języku angielskim. Nasza specjalność to budownictwo i technologie przemysłowe. Construction/ engineering translation services in Poznan, Poland.

NAJWIĘKSZY SŁOWNIK BUDOWLANY I TŁUMACZENIA - 601 725 191

x

Dobry słownik techniczny

slownik-budowlany.pl

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem