Kontakt

Centrum tłumaczeń techniczno-budowlanych

(dawniej: Biuro Tłumaczeń Przekładnia)

Góra (w okolicy Poznania)

tel. 601 725 191

tlumacz@slownik-budowlany.pl

tłumaczenia pisemne i ustne

Więcej informacji:

 https://globtra.com/tomlik/

Ostatnio miałem dość dużo zleceń na dotyczących tłumaczenia norm Europejskich ale też paru Północnoamerykańskich (dlaczego piszę "północnoamerykańskich" - o tym za chwilę).

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało dobrze. My Polacy (a być może też inne narody) zakładamy a priori, że jeśli coś przychodzi z Unii to na pewno oni już tam dopilnują by jakość angielskiego była prima sort. Tymczasem... nie jest. Nie jest z powodów dość oczywistych. Normy te powstają w Brukseli czyli dość daleko od angielskiego wybrzeża a jeszcze dalej od wybrzeża Amerykańskiego. A co to ma za znaczenie w dobie internetu. Ano jak widać, jednak ma. 

Zacznę od argumentu, który prawdopodobnie trafi do osób, które mają co nieco do czynienia z językami. Otóż normy UE są przynajmniej w części pisane równolegle w trzech językach: francuskim, niemieckim i angielskim. Jak to wygląda organizacyjnie - nie wiem. Ale na pewno nie da się czegoś pisać równolegle w trzech językach. To jakaś utopia. Są to więc tłumaczenia. W przypadku norm, z którymi miałem do czynienia wiem na pewno, że wersja angielska była tłumaczona... najprawdopodobniej z francuskiej. 

Istotnym problemem jest klasyfikacja czyli podział, w tym przypadku osłon okiennych (rolet, żaluzji, itd.). W każdym kraju klasyfikacja może być inna i często jest nieco inna. Efekt podziału osłon na blinds i shutters był kompletnie nielogiczny, nieuzasadniony lingwistycznie, krótko mówiąc nie-angielski. 

Możnaby narzekać na brak sensownych definicji, uwzględnianie w normie rozwiązań, których nikt już dzisiaj nie stosuje (np. trellis arm w przypadku markiz - raz że niebezpieczne, dwa że trudne do wykonania), chyba że w renowacji zabytków wyposażonych w markizy.

W pamięci utkwiło mi tłumaczenie jednej z ważniejszych norm gdzie "safe handling" przetłumaczono na "bezpieczeństwo obsługi" a chodziło bez wątpienia o przenoszenie. No i wszystkie polskie przedsiębiorstwa z tej znanej normy korzystają wpisując w tej rubryce informacje dotyczące bezpieczeństwa obsługi podczas gdy w wersji anglojęzycznej bez wątpienia chodziło o przenoszenie/ transport na miejscu w zakładzie czyli żeby urządzenie miało bezpieczne ucha do podnoszenia, itd.

Inna istotna wpadka w tłumaczeniu norm to przetłumaczenie "communication" jako komunikacja. Nie pamiętam już dokładnie całości kontekstu i normy ale zdaje się, że w Polskiej normie było "obiekty komunikacyjne" a w angielskiej coś na kształt "communication facilities" czyli infrastruktura łączności. 

Przechodząc, a może bardziej przepływając na kontynent amerykański nie zauważymy istotnej poprawy. Przynajmniej w zakresie norm, które wpadły mi w ręce. Jedynym wytłumaczeniem dla niezbyt angielskiego angielskiego może być to, że była to norma kanadyjska ale pewności nie mam. Norma praktycznie nie istniała w internecie i po co to było tłumaczone na język polski .... nie wiem.

Ogólnie wrażenie jest takie, że my Polacy mamy zdecydowanie większe przywiązanie do różnego rodzaju norm EN, DIN, PN czy ISO podczas gdy w krajach bardziej od nas rozwiniętych technicznie normy mają jakby mniejsze znaczenie. Może dlatego, że technologia rozwija się tam w takim tempie, że pisarze norm zwyczajnie nie mogą nadążyć by to uregulować?

NAJWIĘKSZY SŁOWNIK BUDOWLANY I TŁUMACZENIA - 601 725 191

x

Dobry słownik budowlany?

Polecamy:

slownik-budowlany.pl